niedziela, 10 kwietnia 2016

Łódzko-Wrocławska wyprawa majowa, nie do końca na poważnie :)


Witajcie po dłuugiej przerwie. Człowiek ostatnio zaganiany, praca, dom, inne pasje. Ale o kanałach i łódzkich podziemiach nie da się tak po prostu zapomnieć. Dziś proponuję Wam dołączenie do jednej z najciekawszych w mojej dotychczasowej "karierze" kanalarskiej wypraw - bo w doborowym towarzystwie członków Wrocławskiej Grupy Kanalarskiej czyli Strieloka i Ponurego. Aby dodać realności całemu wpisowi od czasu do czasu będą pojawiały się muzyczne przerywniki, które towarzyszyły nam podczas spacerów i podróży od punktu do punktu naszym granatowym bolidem vel "kanalarką" :)

Gotowi ? Zatem startujemy !

DZIEŃ PIERWSZY 

Jest piątkowe, ciepłe popołudnie 29.05.2015 r. Szybki powrót z pracy do domu, jeszcze szybszy obiad. Pozostało tylko przeskoczyć z jeansów i koszuli w zmęczone życiem spodnie, polar i buty trekkingowe. Aaa i jeszcze pozostały osprzęt. Już za chwilę, już za moment łódzkie podziemia staną przed nami otworem ! Chłopaki z Wrocławia są na linii - za 10 minut wysiadają na Kaliskiej. Czym prędzej gnam na dworzec. Dzwoni telefon. Czekamy już na przystanku MPK, podjeżdżaj i lecimy. 5 minut później gnamy "kanalarką" na pierwszy punkt dzisiejszej wyprawy.  Z radia w aucie leci przyjemny Eurodance, we włosach szaleje wiatr :)


I jesteśmy. Szybkie przebieranko, łyk wody, sprawdzenie sprzętu...


Schodzimy...


Do naszych nozdrzy docierają znajome zapaszki - znak, że dobrze trafiliśmy :) Czołówki włóż, latarki w dłoń i ahoj przygodo ! Cała naprzód !


Po chwili marszu jesteśmy w komorze, w której łączą się kolektory I i II. Wewnątrz tradycyjnie - ciepło, wilgotno i pachnąco :)


Można skoczyć z mostu na bungee...ale to wersja dla hardcore'owców. My się do nich nie zaliczamy :) Cóż, fajnie się zwiedza, ale czas nas goni. Jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia. Wracamy do "kanalarki"...



Misiooo ! :(


Wracamy do auta. Przebieramy się. Na dworze lekki zmrok, powietrze pachnie nadzwyczaj przyjemnie. Odpalamy silnik i gnamy ponownie w rejon Kaliskiej. Dzwonił Sir Lindley. Kawa stygnie. Jedziemy.


Mistrz ma nas za zawodowców. Dlatego utrudnił nam (skutecznie) wejście w podziemia, Trzeba władować się w przypałowym miejscu. Dookoła ludzie spacerują z psami, pod sklepem młodzież sączy leniwie złocisty trunek. Nieopodal spory ruch aut. Ponury sugeruje ,,Może odpuśćmy. Wrócimy jutro". Chwila zamyślenia, w głowie "Eins, zwei Polizei". Nie ma takiej opcji. Mija chwila, Strielok niecierpliwie rozgląda się dookoła. Droga wolna, wchodzimy! Po kilkunastu sekundach jesteśmy pod ziemią. Cisza, spokój. Delikatny szum wody...


To co Panowie, pamiątkowa słit-focia ? :)


Ekipa z Wrocławia jest nietypowa - Papuszki nierozłączki. Nawet pod ziemią :):)



Koniec tych przyjemności. Mistrz z gorącą kawą czeka. Po kilkunastu minutach marszu, posileni kawą i ciastkami można machnąć kolejną sesję w kwaterze Sir. Lindleya. 





Po audiencji udajemy się na małą eksplorację kolektora II...
Zimny łokieć ? Czemu nie ?!



Udało się przejść dość długi odcinek, przypuszczalnie w rejon al. Włókniarzy/ ul. Karolewskiej. Lecz niestety, zaczęło dość intensywnie parować, gazy coraz bardziej dawały o sobie znać. Kilka razy o mały włos nie zaliczylibyśmy kąpieli z całym sprzętem w kolektorze. Pod ziemią spędziliśmy sporo czasu. Po 1,5 godziny szarpania się z masywnym włazem, piachem w oczach i w zębach, pajęczynami we włosach wydostaliśmy się na powierzchnię. Na dworze już noc. Dookoła spacerują niczego nieświadomi ludzie. Korzystając z ciemności spacerkiem, nie rzucając się w oczy, noga za nogą idziemy do "kanalarki". Wycieńczeni, śmierdzący, ale zadowoleni - że się udało. Na zegarach jest już po 22:00. 
- Co robimy pytają Strielok i Ponury ?
-  Jak to co ? - odpowiadam z ironicznym uśmiechem... Lecimy dalej !
- Przecież my już nie mamy siły, z grymasem odpowiada Ponury. Napilibyśmy się zimnego  piwa, odpoczęli...
- Nie ma lekko.. odpowiadam. Jest plan. Tylko nie wiem jak się do tego zabrać... Trzeba będzie trochę powęszyć. Opowiadam chłopakom o artykule, który rzucił mi się jakiś czas temu w oczy...


Panowie zaakceptowali kolejny, niecny plan. Odpalamy nasz rydwan i gnamy na Bałuty. Na zewnątrz ciemno, ludzi praktycznie brak. Będzie można zrobić dobre rozeznanie w terenie...a może i tam wejść! W tym miejscu nasz optymizm się skończył. Na miejscu nie znaleźliśmy jakiegokolwiek wejścia. Od burzowca za daleko i za głęboko, żeby iść. Ale co się odwlecze to nie uciecze.
Cóż...pozostał nam kurs na pobliską stację paliw, zakup złocistego trunku, parking niedaleko Bałutki, na zegarze już po północy. Gasimy silnik, radio serwuje nam kolejne smaczki lat "90, otwieramy piwo, koniec na dziś ! Wreszcie można odpocząć...



DZIEŃ DRUGI

Jak dobrze wstać skoro świt! Po nocy na materacu, szybkie śniadanie, ogarnianie i ponownie ruszamy na podbój podziemi. Na dworze temperatura oscyluje w okolicy 25 stopni. Może być ciężko.
Na pierwszy ogień idzie kanał Łódki...


Ale co to ?! 


Chwila konsternacji. O co chodzi ? Uff, przecież jest z nami wojak. Jesteśmy bezpieczni. 
Po drugiej stronie kierunkowskaz.. z najnowszą kolekcją kanalarską na sezon lato 2015 marki "Wodery i inne bajery Collection". Ponoć w tych samych kozakach po kanałach chodził Robert Więckiewicz na planie filmowym "W ciemności"!


Wodery i kalosze założone, latarki w dłoń, czołówki na głowę, mineralna w kieszeń! Idziemy !



Typowy przykład ludzkiej bezmyślności. Domyślam się, że fajnie pije się piwko w takich okolicznościach przyrody, ale strach pomyśleć co mogłoby się stać z takim delikwentem, gdyby na górze rozpętała się ulewa....


Czasem widać światełko w tunelu...przepraszam...kanale!


W kanale spotkaliśmy człowieka "gwiazdora". Grzechem byłoby nie zrobić sobie z nim zdjęcia. 


Wędrujemy dalej, w rejon Parku Śledzia. W pewnym momencie telefon. Narzeczona vel. Pogodynka. Ostrzeżenie, za chwilę może popadać. Trzymajcie się blisko wyjścia, najlepiej już wyjdźcie. Chociaż jest szansa, że pójdzie bokiem. Chyba nie jest nam dane zwiedzanie. Ale bezpieczeństwo przede wszystkim. Zrzuciliśmy cały sprzęt i plecaki pod włazem. Myślę sobie - sprawdzę sytuację pogodową na radarze IMGW. Wchodzę więc po szczebelkach pod sam właz, próbując złapać lepszy zasięg telefonu. Nagle podbiega Strielok....
- Co jest ? Pytam.
- Zgaś natychmiast czołówkę i siedź cicho ! 
Czuję, ktoś ciągnie mnie za rękę do kanału. Po chwili na łuku kanału pojawiają się poruszające się światełka.
- Wyłazimy czym prędzej !!!

Szybka ewakuacja z kanału Łódki w samym centrum Parku, w środku dnia. Uwierzcie, takiego "buraka" na twarzy nie miałem chyba jeszcze nigdy. Z góry przepraszam młode małżeństwo spacerujące z dzieckiem. Wystraszyliście się Państwo nie mniej niż my sami. Najważniejsze jednak, że uśmiech po wszystkim pozostał na Państwa twarzy :)

Postanowiłem niezwłocznie skontaktować się ze znajomym mającym dobre wtyki w łódzkim środowisku eksploracyjnym, czy ktoś z "kolegów po fachu" nie wybierał się w kanały. Niestety nie. Więc prawdopodobnie trafiliśmy na Panów ze ZWIK. Pozdrawiamy serdecznie !

Chmury minęły Łódź. Niebezpieczeństwo zażegnane. Niezniechęceni wróciliśmy do Łódki od drugiej strony. Jednak wyprawa ta nie należała do najprzyjemniejszych. Wielki, betonowy kanał (wym. 5400 x 3135), zimna woda wlewająca się do kaloszy przy każdym ruchu nogą, ciemność..
Tak wygląda przekrój koryta w tym miejscu...


Naszym celem był kanał (2100 x 2040) oraz przelew burzowy kolektora III znajdujący się w okolicy ul. Solec i al. Unii.


Plan komory przelewowej...



I udało się :)


 Idziemy więc w kierunku szumu ścieków. Ponury coś radosnego podśpiewuje pod nosem. Coś jakby "Iść, ciągle iść... w stronę ścieku".. W suficie czujnik natężenia przepływu.



A wzdłuż ściany Przepływomierz.


 Jesteśmy w komorze przelewowej. Widok w lewo !


Widok w prawo !


I pamiątkowa fota ze Strielokiem :)


Wracamy do kanału rzeki Łódki, w którym występują co najmniej 3 wodospady, nazwane przez nas "gównospadami" ze względu na bardzo niekomfortowe podchodzenie pod nie. Ale za to jak się przyjemnie zjeżdza! Potwierdza Ponury.


Cali przemoczeni, brudni od szlamu, wracamy do "kanalarki" zaparkowanej nieopodal Parku. Można wreszcie usiąść na czymś miękkim i suchym, wylać wreszcie wodę z kalosza. Czas na kanapkę, energetyka. Dzwoni narzeczona. Dziś Juwenalia na Lumumbowie. Trzeba się wyrobić, żeby koło północy towarzystwo odebrać. Zatem zawijamy się czym prędzej i mkniemy niczym bolid nad Jasień. W aucie wesoła atmosfera :) Chłopaki uradowani, z głośników na full leci muzyka :) Ponury prezentuje swoje zdolności wokalne. Taką wyprawę to ja rozumiem ! Hihihi :) Lecimy !



Zostawiamy auto i czym prędzej mkniemy w podziemia, do Jasienia. Idzie się wygodnie, nie jest za nisko. Tylko te przeszkody u góry...




Mijamy mniejsze i większe kanały dolotowe....


Czasem z góry spoglądają na nas złowieszcze korzenie, czając się na nasze czyste (jeszcze) głowy...


Znów w kanale zaświeciło dla nas światełko ! Czy uda nam się dotrzeć do burzowca ?


Może się uda, ale najpierw.... Tak, wlazłem w to...


Ponury nadaje tempo...


Robi się dość wąsko i niebezpiecznie. Zakładamy wodery, kalosze i idziemy dalej..


Mijając takie ciekawostki. Jak to się tu znalazło ? Odpowiedź jest prosta. Jakaś Pani niewiele myśląc wyrzuciła to to do toalety podczas ulewy. A potem przez przelew i kanał burzowy dostało się do koryta Jasienia. A dalej do Warty, Odry...i do Bałtyku!


Mamy rozwidlenie. Idziemy w lewo ! Po chwili marszu dochodzimy do komory przelewowej kolektora I. Dla przybliżenia dodam, że jesteśmy w okolicy Parafii Ewangelicko - Augsburskiej przy skrzyżowaniu ul. Czerwonej z ul. Piotrkowską. Nad nami słychać przejeżdżające auta i tramwaje. Wreszcie cywilizacja !




Wracamy do kanału rzeki Jasień. Udajemy się, a właściwie próbujemy dostać się w stronę ul. Milionowej...


Zonk. Za dużo wody i za silny nurt. Zmuszeni jesteśmy zawrócić do miejsca wejścia. Ale z pewnością jeszcze tu wrócimy, gdy sytuacja ulegnie zmianie.


A to co ? Nowe, podziemne formy życia!


Ponury prowadzi w stronę światła. Ale to nie koniec naszej podróży. 


Trzeba chwilę odpocząć. Można też czynnie wypoczywać...tak jak Strielok !


Po zaczerpnięciu świeżego powietrza wędrujemy w dół Jasienia do kolejnego, ciekawego miejsca, wkraczając niczego nieświadomi na pole minowe !


Trochę trzeba się nasiłować..i zanurzyć głęboko w....bulgoczącą przy każdym kroku breję....Dalej jest już zdecydowanie przyjemniej...


Jesteśmy wewnątrz komory przelewowej pod al. Politechniki, w której łączą się kolektory I i IB.
Widok w lewo....


Widok w prawo !


Wychodzimy. Trzeba trochę odświeżyć kalosze...Srielok zaprezentuje Państwu jak to się robi !


Po wyszorowaniu obuwia "roboczego" odwiedziliśmy jeszcze wnętrze kolektora IB i największy burzowiec, który jest na nim zlokalizowany. Fotografia z tego miejsca znajdują się już na blogu TUTAJ. Po drodze znaleźliśmy magiczny amulet. Teraz już żadna eksploracja nam niestraszna !


Potem odwiozłem kolegów do hostelu i słuchając klimatów z lat "90 pomknąłem czym prędzej do mieszkania na gorący, długo wyczekiwany prysznic. 



Na koniec tylko kurs na Lumumbowo, odebrać imprezowiczów i można po intensywnym dniu iść spać.

DZIEŃ TRZECI

Trzeci dzień naszego zwiedzenia był dość nietypowy. Stwierdziłem, że nie można mieć natychmiast wszystkiego, więc zostawimy królestwo Sir Lindleya na inne dni i udamy się na nieco inną wyprawę. Jako, że koledzy są z Wrocławia i chcieli też poznać inne, mroczne miejsca Łodzi postanowiłem zabrać ich na wyprawę po owianych złą passą i przeklinanych przez wielu mieszkańców miasta - Zakładów Włókien Chemicznych CHEMITEX - ANILANA. W internecie można znaleźć wiele informacji na temat tego miejsca.




To co zastaliśmy na miejscu dawało sporo do myślenia...







Mieliśmy trochę obaw przed wejściem na teren zakładów. Najwyżej nas zamkną. Trudno. Raz się żyje...


Ku naszemu zdziwieniu nad osadnikami zastaliśmy WĘDKARZY ! Łowili sobie spokojnie, popijając piwko. Nie mogłem się powstrzymać. Uświadomiłem jednego Pana, co tu się wcześniej znajdowało. Ów Pan uśmiechnął się, i poinformował, że doskonale zna historię tego miejsca. Oprócz tego, jego sąsiad jakiś czas temu wyciągnął w tym miejscu ogromnego karasia. Komentarz wydaje się być w tym miejscu zbędny...



 Natura coraz bardziej przejmuje to miejsce....






Brniemy dalej...




Wnętrze wieży...


Jakby ktoś nie wiedział ! :)






 Złowrogie tabliczki...







Kanały nam niestraszne, zbiorniki też :)


 Upss....



Na wszelki wypadek mamy maskę. Nie wiem jaką, ale mamy :)


W jednym z budynków można też wziąć błyskawiczny prysznic :)


Coś tu się spaliło...




 Gdy mieliśmy już wracać do naszych nosów dotarł niesamowity smród. Opary w kanałach, które wcześniej odwiedziliśmy to pikuś...mały pikuś...


Okazało się, że do jednego z osadników wciąż dopływają ścieki - z  okolicznej farbiarni...







W tym miejscu skończyła się nasza wyprawa. Szybki powrót do hostelu. Prysznic, wspólna herbata, krótka rozmowa, zdanie kluczy od pokoju. Jeszcze tylko coś przekąsić w "Tulipanie" i odstawić kolegów na dworzec.

Jak wspomniałem na wstępie, była to jedna z najlepszych dotychczasowych wypraw. Szkoda tylko, że tak bardzo ograniczona czasowo. Zdążyliśmy dosłownie liznąć tego, co mieliśmy obejrzeć. Niebawem planujemy kolejną, wspólną wyprawę. Ale gdzie - tego nie zdradzę :))) Klapa !

8 komentarzy:

  1. Na niektórych Waszych zdjęciach z wnętrz kanałów widać coś na styl mgły. Z tego co wiem są to jakieś opary, które wydziela woda przepływająca przez ów kanał. Domyślam się, że na pewno jest to para wodna, ale czy coś jeszcze? Od dawna nurtuje mnie to pytanie ale niestety nie mogę nigdzie znaleźć na nie odpowiedzi: "czy oprócz pary wodnej unoszą się tam jakieś inne związki i jakie? czy szkodliwe?". W jednym z kanałów (był to chyba kanał Łódki) złapała Was "przyducha"- z jakiego powodu? Więc liczę na to, że odpowiecie mi na nurtujące mnie pytania i rozwiejecie wszelkie wątpliwości. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz pary wodnej - m. in. siarkowodór, metan, dwutlenek węgla i inne przyjemniaczki.
      Przyducha może złapać, gdy kanał nie był wietrzony. Pozdrawiam !

      Usuń
  2. No powiem Wam, że nawet gdyby ktoś ofiarował mi grubą kasę to na taką wyprawę bym się nie udał ;) Szacunek!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej no rewelka.blog odkrycie wieczoru.Czytam książkę i bylo w niej , ze łodz ma tylko cieki podziemne.Szybki wikipedia.tam ze kanaly i tak trafilam tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam, czy ktos orientuje sie jaki jest przebieg kanalu Bałutki w okolicach Hipotecznej 7/9 -> czy zostal zniszczony podczas rozbiorki d. Ortalu? -> tak wynikaloby z mapy uzbrojenia technicznego terenu...http://gis2.mapa.lodz.pl/SieciOgolne/default.aspx

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajne zapraszamy też na naszego bloga o pozycjonowaniu stron regionalnie w łodzi :)

    OdpowiedzUsuń